Close

Życie zamknięte w magicznym kręgu – PRZEMOC

Kiedy pytam moje pacjentki o skojarzenia związane ze słowem „przemoc”, słyszę zwykle odpowiedzi, które dotyczą, zarówno jej różnych aspektów fizycznych, jak i coraz częściej psychicznego znęcania się. Podobne zjawisko obserwuję podczas rozmów w gronie znajomych czy przypadkowych osób. Wydaje się, że tego typu tendencje można rozumieć w dwojaki sposób. Z jednej strony zauważalny staje się wzrost świadomości społeczeństwa. Taki wniosek z pewnością nastraja optymistycznie, zwłaszcza gdy uwzględnia się fakt, iż jeszcze nawet kilka lat temu zdecydowana większość ludzi wiązała termin „przemoc” przede wszystkim z biciem i jego efektami w postaci widocznych obrażeń. Niewiele mówiło się o działaniach, które odciskają swoje piętno wyłącznie w obrębie psychiki. Stale pomijano także pełny zakres zachowań sprawców, naruszających czyjeś osobiste granice oraz integralność fizyczną. Aktualnie udało się wyjaśnić i usunąć wiele z wcześniejszych wątpliwości. Z drugiej jednak strony wiedza o innych formach przemocy pozostaje wciąż bardzo ograniczona. Liczne kontrowersje dotyczą w szczególności sfery seksualnej lub ekonomicznej. Mało kto zwraca też uwagę na kategorię jaką jest zaniedbanie. Wszystko to razem przyczynia się do istnienia chaosu informacyjnego. Z kolei powstałe niejasności sprzyjają utrwalaniu się wszelkiego rodzaju mitów i stereotypów.

Na początek zastanówmy się przez chwilę, czym tak naprawdę jest przemoc. Jedna z popularnych definicji traktuje ją jako intencjonalne, celowe działanie lub zaniechanie jednej osoby wobec drugiej. Jej ważny element stanowi spowodowanie cierpienia i szkód poprzez naruszenie praw, dóbr i granic osobistych jednostki. Najbardziej charakterystyczna cechą pozostaje jednak nierównowaga sił, wynikająca z wyraźnej przewagi fizycznej, ekonomicznej, psychicznej lub społecznej sprawcy. Na podstawie jej występowania lub braku dokonuje się rozróżnienia pomiędzy przemocą a agresją. Te dwa pojęcia, służące opisowi pozornie zbliżonych wzorów postępowania, wbrew obiegowym opiniom, nie są bowiem synonimami. Ich wyraźne rozgraniczenie ma znaczenie szczególnie w zakresie podejmowanych interwencji. Obecność przemoc wymaga przede wszystkim zapewnienia zewnętrznego wsparcia i pomocy osobie, która jej doznaje, by mogła poczuć się bezpiecznie, nie będąc narażoną na utratę zdrowia i życia. W agresji, kiedy dochodzi do konfliktu, udział osób trzecich nie jest koniecznością, choć oczywiście zależy to od jego przebiegu. Potencjalnie każda strona dysponuje jednak realnymi szansami na wygranie i realizację swoich planów. W odniesieniu do ofiary przemocy w grę w ogóle nie wchodzi taka opcja. Podjęcie przez nią w pojedynkę bezpośredniej walki jest z góry, praktycznie z całkowitą pewnością, skazane na porażkę. Co więcej każdy kolejny atak sprawcy negatywnie oddziałuje na jej kondycję psychiczną i fizyczną, nawet jeśli nie polega on bezpośrednio na naruszaniu nietykalności cielesnej. Systematyczne doznawanie tego rodzaju cierpienia odbiera nadzieję na zmianę biegu wydarzeń oraz siłę i energię życiową, dlatego tak ważne jest, by nie dopuszczać do jego utrwalenia.

Intencjonalność w przypadku przemocy oznacza, że osoba ją stosująca daje sobie prawo do całkowitego decydowania za drugiego człowieka oraz ustalania tego, co jest dla niego dobre a co nie. Żywi ona głębokie przekonanie o słuszności swojej postawy i konieczności podporządkowania się drugiej strony, której zdanie, potrzeby i uczucia zupełnie się nie liczą. W rezultacie sprawca nie tylko dopuszcza możliwość, ale też wprowadza w czyn zachowania krzywdzące ofiarę, takie jak na przykład uderzanie, popychanie, obrażanie, wyśmiewanie czy różnorodne ograniczenia. W jego mniemaniu oraz deklaracjach wszystko, co robi jest w pełni usprawiedliwione, ponieważ kieruje się dobrymi, z jego punktu widzenia, intencjami. Zgodnie z zasadami logiki sprawcy za wszelkie przejawy przemocy odpowiedzialność i winę ponosi wyłącznie ofiara, która swoim zachowaniem „wymusiła” użycie tak radykalnych środków.

W przypadku długotrwałej i powtarzającej się przemocy osoba, która jej doznaje, mając zwykle bardzo ograniczone zdolności obrony zaczyna akceptować a z czasem nawet wierzyć w argumenty sprawcy. Uznaje, że zasłużyła na to, co ją spotyka. Postrzega siebie jako kogoś pozbawionego wartości, kto nie jest w stanie samodzielnie egzystować i radzić sobie z czymkolwiek. Można zatem powiedzieć, że patrzy ona na siebie oczami sprawcy, przyjmując jego „prawdę” za swoją. Mechanizm tego zjawiska przypomina swoiste „pranie mózgu”. Ofiara słyszy przez większość czasu negatywne opinie, dotyczące własnej osoby. Ponadto działanie sprawcy jest całkowicie nieprzewidywalne i pełne sprzeczności. To za co otrzymuje się pochwałę jednego dnia, kolejnego wywołuje reakcje w postaci ponownego znęcania się nad nią. Miła chwila względnego spokoju może trwać raz dłużej a raz zmienić się w koszmar po kilku sekundach. Zupełnie nie daje się przewidzieć co i kiedy będzie się miało miejsce. W tym kontekście, jedna z uczestniczek prowadzonej przeze mnie grupy porównała życie w pełnym przemocy związku do jazdy kolejką górską, tyle że z zawiązanymi oczami, bez pasów i hamulców oraz określonego czasu zakończenia.

Wiedza o tym, co się dzieje w relacji pomiędzy ofiarą a sprawcą pozwala zbliżyć się do rozumienia dlaczego tak trudne jest uwolnienie się z niej. Trzeba przy tym pamiętać, że przemoc na ogół nie występuje od samego początku związku. Rozwija się ona stopniowo. Podstawowym celem większości sprawców jest bowiem uzyskanie całkowitej władzy nad inną osobą. Spora ich część niepostrzeżenie przejmuje kontrolę, ograniczając stopniowo samodzielność ofiary oraz odcinając ją od kontaktów z otoczeniem. Odbywa się to w różny sposób. Działanie sprawcy może przybierać postać sugestii związanych z pozostaniem partnerki (rzadziej partnera) w domu, rezygnacji przez nią z pracy zawodowej, co gwarantuje jej uzależnienie od niego pod względem ekonomicznym oraz znacząco zmniejsza jej udział w świecie społeczny. Zwykle jego wpływy dotykają też więzi przyjacielskich i rodzinnych. Dąży on do zmniejszenia ich częstotliwości do minimum lub doprowadzenia do ich rozkładu. Spotkania towarzyskie, jeśli już mają miejsce, organizowane są wyłącznie z jego udziałem, co zapobiega ewentualnemu wyjściu jakichkolwiek informacji na zewnątrz.

Izolowanie ofiary od otoczenia odgrywa niezwykle istotną rolę w kształtowaniu się wyżej opisanego sposobu jej myślenia o sobie oraz swoistego przywiązania do sprawcy. Niemożność spotkań z innymi ludźmi odbiera jakiekolwiek szanse na zmianę perspektywy w ocenie własnej sytuacji, blokując skutecznie pojawienie się przeciwwagi dla raniących słów i czynów. Bezradność osoby, która doświadcza przemocy wzmacnia także kreowanie przez sprawcę swojego wizerunku w świecie, jako idealnego męża, ojca, pracownika, kolegi czy sąsiada. Nierzadko zwiększa to lęk ofiary, że nawet, jeśli spróbuje coś zrobić to i tak nikt jej nie uwierzy. Dodatkowo przed ujawnieniem faktów o tym, co dzieje się w związku, hamuje ofiarę wstyd, u którego podstaw leży wpojone w nią przekonanie o własnej winie.

W rozmowach, dotyczących tematyki przemocy często wspomina się o jej fazowości. Stwierdzenie te odnosi się do koncepcji amerykańskiej psycholog L.E. Walker, która prowadziła badania nad funkcjonowaniem kobiet doświadczających przemocy domowej. Na ich podstawie wyróżniła ona powtarzające się cyklicznie zdarzenia, które określa się mianem faz: narastania napięcia, ostrej przemocy oraz miodowego miesiąca. Typowy dla pierwszej z nich wzrost liczby konfliktów oraz wyczuwalny wzrost napięcia u partnera, który stosuje przemoc. Bywa on w takim okresie szczególnie drażliwy, złości go każda najdrobniejsza rzecz, na przykład gazeta zostawiona na stole czy kubek w kuchennym zlewie. Swoje emocje wyładowuje na otoczeniu, zwłaszcza na osobie, która w tym układzie pełni rolę ofiary. Dochodzi do kłótni i awantur. Często padają krytyczne słowa oraz wyzwiska.

W odpowiedzi na zachowanie sprawcy ze strony kogoś, kto doświadcza przemocy pojawia się chęć łagodzenia i wyciszania problemów. W tym celu podejmuje szereg działań, mających służyć uspokojeniu oraz poprawieniu nastroju drugiej strony. Nierzadko też usprawiedliwia stosującego przemoc, tłumacząc jego reakcje czynnikami zewnętrznymi. W tym samym czasie, w skutek zwiększonego wysiłku oraz stresu, sama ofiara zaczyna ujawniać wszelkiego rodzaju dolegliwości somatyczne. Ostatecznie, w skrajnym wyczerpaniu może ona wywołać konflikt, żeby „mieć już wszystko za sobą”. W żadnym wypadku nie oznacza to jednak, że osoba, która doznaje przemocy jest winna. Za swoje postępowanie odpowiada wyłącznie ten, kto dopuszcza się konkretnych czynów względem drugiego człowieka. Nie ma tutaj żadnych wyjątków. Czegokolwiek nie robiłaby ofiara, to i tak nic nie usprawiedliwia sprawcy.

W drugiej ze wspominanych faz dochodzi do rozładowania narastającego napięcia w postaci gwałtownych, nieprzewidywalnych reakcji. Wszelkie próby opanowania sytuacji przez atakowanego partnera kończą się fiaskiem. U sprawcy narasta frustracja i złość a wraz z nimi eskalują się zachowania agresywne, jak na przykład: bicie, kopanie, rzucanie przedmiotami czy wyzwiska. W momencie ustania wybuchu ofiara znajduje się w stanie głębokiego szoku, odczuwając wstyd, przerażenie, ale też złość i bezradność. Konsekwencje zastosowanej względem niej przemocy mogą mieć wymiar fizyczny (podbite oczy, siniaki, zadrapania, otarcia, wybite zęby, obrażenia wewnętrzne, połamane kości a w ostateczności śmierć), jak i psychologiczny (apatia, depresja, samobójstwo).

Po zakończeniu swoich działań sprawca ma świadomość przekroczenia wielu różnych granic. W efekcie „zmienia się” w „całkowicie innego człowieka”. Przeprasza za swoje zachowanie, obiecując poprawę oraz tłumacząc się. Dąży wszelkimi sposobami do przekonania ofiary, że był to tylko incydent, który więcej się nie powtórzy. Jego postępowanie może przywodzić na myśl romantyczne początki związku. Osobie, która doznaje przemocy trudno ocenić w realistyczny sposób to, co się dzieje. Najczęściej więc poddaje się ona „urokowi chwili”, zaczynając „nowe życie”. W tym okresie, jeśli w poprzednich fazach podjęte były kroki prawne, najczęściej dochodzi do wycofywania pozwów rozwodowych czy zawiadomień o popełnieniu przestępstwa.

„Miodowy miesiąc” nie trwa jednak wiecznie. Wraz z jego końcem ponownie narasta napięcie i cały cykl rozpoczyna się na nowo. W umyśle ofiary zapisują się natomiast wspomnienia miłych, pełnych miłości, czułości i namiętności chwil spędzonych ze sprawcą. Zaczyna ona liczyć na ich powrót, ale „tym razem już na stałe”. Daje kolejne szanse i nie zauważa, że w miarę upływu czasu dochodzi do wydłużenia się dwóch pierwszych okresów przy stopniowym skracaniu się ostatniego z nich. W skrajnych przypadkach „miodowe” mogą być, co najwyżej minuty, które ostatecznie również zanikną. Konieczne wydaje się zaznaczenie, że to właśnie trzecia faza wiąże się w największym stopniu z faktem trwania w nasyconych przemocą związkach. Być może jednym z powodów jest to, iż mające w niej wydarzenia niezwykle silnie korespondują z pragnieniami i oczekiwaniami, które są udziałem większości osób w początkach budowania związków z drugim człowiekiem.

Warto zauważyć, że nie każdy posiada szczegółową wiedzę, dotyczącą psychologicznych aspektów funkcjonowania sprawcy i ofiary. Można odnieść wrażenie, że wielu ludziom niezwykle trudno jest pojąć jak to się dzieje, że ktoś pozostaje latami w związku z człowiekiem, który dopuszcza się względem niego przemocy, również z tego powodu, że z zewnątrz rozwiązanie całej sytuacji sprawia wrażenie banalnie prostego. Czasem podczas oglądania telewizji, czy w rozmowie o kimś z naszego otoczenia, kogo udziałem jest taki problem aż chce się głośno krzyczeć, nawołując do odejścia lub jakiejkolwiek innej reakcji. Nieco inaczej dzieje się jednak, kiedy znajdujemy się w roli pośrednich lub bezpośrednich świadków. W takich momentach część osób woli zachować postawę neutralną, wycofać się lub udawać, że o niczym nie wie. Brak reakcji budzi skrajne emocje oraz posądzenie o złą wolę. Takie twierdzenie jest być może częściowo prawdziwe

w przypadku małego odsetka społeczeństwa. Znacznie więcej osób kieruje się zupełnie innymi pobudkami. Bardzo często powodem powstrzymania się od niesienie pomocy jest strach o własne życie, zdrowie i bezpieczeństwo, o swoich najbliższych, niewiedza co robić, gdzie szukać skutecznej pomocy oraz obawa przed ściągnięciem na siebie kłopotów czy przekonania o nie wtrącaniu się w sprawy innych. Ważną rolę odgrywa tutaj również zjawisko rozproszenia odpowiedzialności, które obserwuje się, gdy zdarzenie ma miejsce w większej grupie czy skupisku ludzi, na przykład w bloku. Wówczas może dojść do sytuacji, w której każdy z lokatorów, słysząc odgłosy awantury, będzie głęboko przekonany, że sąsiad z pewnością zadzwonił już na policję, więc jego interwencja jest zbędna. W efekcie nikt nie podejmuje żadnych kroków w kierunku przerwania aktu przemocy.

Niektórzy, gdy docierają do nich sygnały świadczące o przemocy, przechodzą do czynu, zasypując dobrymi radami ofiarę. Złoszczą się oni, frustrują a ostatecznie także wycofują z jakiegokolwiek kontaktu, gdy nie postępuje ona zgodnie z ich wskazówkami. Bierność oceniana jest przy tym w kategoriach głupoty, co w konsekwencji pociąga za sobą opinie typu „sama jest sobie winna” a idąc dalej może skutkować odsunięciem a nawet wykluczeniem przez otoczenie. Zetknięcie się osoby, doznającej przemocy z takimi postawami może wzmacniać jeszcze jej poczucie bezradności i niemocy. Podobnie wpływa na nią wspominany powyżej brak pomocy w chwilach eskalacji działania sprawcy lub niewłaściwe podejście służb i instytucji, wynikające z nieposiadania odpowiedniego przygotowania.

Kumulacja niekorzystnych czynników wokół ofiary bywa porównywana do zamknięciu jej w magicznym kręgu, którego właściwości przynoszą raczej utratę energii i sił niż wzmocnienie. Tymczasem sprawca pozostaje poza polem jego mocy. W rezultacie dochodzi do wzmocnienia zjawiska przemocy zamiast jego ostatecznego przerwania. Niezbędne staje się zatem całkowite odwrócenie sytuacji. Idąc dalej, można uznać, że pierwszym krokiem który należy więc wykonać, na drodze do wprowadzenia korzystnej zmiany jest dokonanie transformacji we własnym sposobie myśleniu przez pamiętanie o tym, że za przemoc zawsze odpowiedzialność ponosi sprawca. To tak niewiele a jednak bardzo dużo.

Ksenia Buchta-Malinowska

psycholog, specjalista psychoterapii uzależnień

Related Posts

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

stat4u