Close

Układał mnie jak bezwolną lalkę – Dominika

Miałam wtedy 24 lata. Mój świat zawalił się parę miesięcy wcześniej. Zostałam sama, z dwójką malutkich dzieci, rehabilitacją młodszej pochłaniającą po kilka godzin dziennie, firma upadła. Z koszmarnej sytuacji podnosiłam się każdego dnia, walcząc o przetrwanie.  Nie sądziłam, że, kiedy ledwie ogarnę trochę swój świat, spadnie na mnie coś takiego.

Nie sądziłam, że to może spotkać właśnie mnie. Mieszkałam w bezpiecznym miasteczku, w sąsiedztwie „parapetowy monitoring” działał tak dobrze, że dowiadywałam się w mig, nawet o tym, że kiedy byłam w sklepie, to podjechał kurier firmy X, a ktoś obcy przechodził kwadrans później. Mój dom był okolony płotem z centralnie zabezpieczoną bramą i furtką, w oknach miałam rolety antywłamaniowe, a domu pilnował doberman.
Po ciąży z komplikacjami, i stresach ostatnich miesięcy nie wyglądałam jak obiekt pożądania. Nie umawiałam się z podejrzanymi ludźmi, randki też nie były mi w głowie. W całej paskudnej sytuacji życiowej z ostatnich miesięcy, miałam poczucie bezpieczeństwa przynajmniej w tym jednym zakresie. Mój dom był moją twierdzą. Tam, zamknięta za antywłamaniowymi drzwiami, ja i moje córki, miałyśmy nasz mały bezpieczny świat.
Pewnego wieczoru ON nas odwiedził. „Wpadł przejazdem, zobaczyć, co u nas, jak sobie radzimy i spytać, czy nie potrzebujemy czegoś”.

Byłby ostatnią osobą, którą mogłam o coś takiego podejrzewać. Mieliśmy kiedyś wspólną przeszłość, więc nie było między nami wiele tabu. Wiedziałam, że jest zakochany, ma dziewczynę, z którą planował piękny ślub, na zamku, z karocą i fajerwerkami. Nie byłam dla niego nikim, kogo by chciał, nie miałam w swoim świecie niczego, co by go interesowało, aby to zdobyć. Był poza jakimikolwiek podejrzeniami. Zresztą, nawet gdybym myślała o takiej ewentualności wtedy, to zawsze należałam do bardzo asertywnych osób, jasno określających granice od samego początku, a do tego po paru miesiącach rehabilitowania dziecka ręce miałam silne, w torebce zawsze gaz pieprzowy, i wszyscy, którzy mnie znali, wiedzieli, że jako nastolatka interesowałam się przychodzącym wtedy z zachodu kickboxingiem.
Zanim przyszedł, nalałam sobie lampkę białego wina. Lekkiego austriackiego „reslinga”. Lubiłam czasami sobie tak sączyć przez cały wieczór taki jeden kieliszek, w miarę ubywania wina, uzupełniany wodą mineralną. Wiedziałam, że w żaden sposób nie wpływa na mnie taka ilość, nie tracę czujności, nie jestem podpita. Było to w 100% bezpieczne.
Posiedział trochę, pobawił się z dziećmi. Mówił, że wpadł „przelotem”, wracając z trasy, i jego dziewczyna czeka w domu z kolacją. Wszystko było normalnie. Tylko tak się jakoś ociągał z tym wyjściem, aż dzieci zaczęły marudzić, bo nadeszła ich pora snu. Miał jeszcze w kubku herbatę. W sumie gorącą, więc powiedziałam, żeby ją sobie spokojnie dopił, a ja położę dzieci na górze spać za ten czas, i wypuszczę go później z domu. Za maksymalnie kwadrans.
Wypuszczę z domu. Taki bezpieczny miałam dom, że nawet wyjść nikt nie mógł sam…
Położyłam dziewczynki spać. Przeczytałam krótką bajkę, otuliłam, i zeszłam na dół. Wiedziałam, że przez jakieś dwadzieścia minut będą leżały, później zażyczą sobie coś do picia, jeszcze porcję przytulania, i wtedy dopiero zasną.

Zeszłam do kuchni.

Po czytaniu zaschło mi w gardle, więc dopiłam z kieliszka resztę wody. Nie zastanowiło mnie wtedy, że nie ja jej sobie dolałam. Dlaczego miałoby mnie to zastanowić? Przecież po prostu ktoś zadbał o moje potrzeby, wykazał się empatią, i przewidział, że po czytaniu na głos, zwykle chce się pić.
Chciałam pożegnać mojego gościa, ale on cały czas przeciągał rozmowę. Pytał, czy dzieci zawsze tak grzecznie chodzą spać, czy nie boje się tak sama wieczorami „w tej swojej twierdzy”…
Usłyszałam ruch na górze, więc wstałam sprawdzić, czego maluchy potrzebują.
A właściwie nie wstałam. Próbowałam, i nie mogłam zrozumieć, dlaczego moje ciało nie słucha moich poleceń. W pierwszej chwili przeraziłam się, że mam jakiś atak, jakiś wylew, więc próbowałam mu wyjaśnić, że potrzebuję lekarza, ale mówiłam coraz dziwniej. Zobaczyłam, jak rozbawiony patrzy na moje próby poruszenia się, i dopiero wtedy poczułam pierwsze, dziwne zawroty głowy. Od tamtego momentu, wszystko działo się błyskawicznie. On podszedł do mnie, i wziął mnie za ramię. Poczułam jak bezwolnie wstałam i idę. Nie rozumiałam, w jaki sposób? Ja nie byłam w stanie poruszyć nawet głową, ale prowadzone, moje ciało zachowuje się jak zwykle. Nie słaniałam się na nogach, nie traciłam przytomności. Myślałam ciężej, ale w pełni świadomie. Tylko, że moim ciałem sterował ktoś inny, z wielką łatwością. Jakby to jego słuchało.
Przeprowadził mnie koło schodów, gdzie z góry dobiegały szmery dzieci, które jeszcze nie spały, i poprowadził do pokoju dziennego. Położył na kanapę. Płakałam i próbowałam błagać, żeby przestał. Pamiętam jak moja głowa układała całe przemowy, odwołujące się do wszystkich wartości, jakie mogłam znaleźć, aby przestał. Z moich ust natomiast ledwie wydobywało się bełkotliwe „nie” i „proszę nie!”.
On w tym czasie układał mnie jak bezwolną lalkę, moją głowę, ręce, nogi. Stał nade mną i patrzył jak na jakieś swoje dzieło. Z uśmiechem.
Starsza córa zawołała coś z góry. Podniósł do ust palec jakby chciał mnie uciszyć, mimo, że i tak nie mogłam już mówić. Puścił „oczko”, i wyszedł z pokoju. Poszedł do niej, pytając, czego potrzebuje.
Przez moją głowę przemknęły wtedy wszystkie historie, filmy, książki i koszmary, jakie tylko można sobie wyobrazić. Przecież słyszałam wcześniej o różnych zwyrodnialcach! Słyszałam, że ukrywają się wśród nas, i często po latach ludzie są w szoku, kiedy „ten porządny i szanowany obywatel” okazuje się bestią. Zaczynałam tracić przytomność. Czułam, jakby łzy, spływające ciągle po mojej twarzy  – paliły i wyżłabiały głębokie bruzdy. Byłam przerażona jak NIGDY w życiu.

Bałam się, że to nie ja jestem celem.

Ocknęłam się jeszcze, kiedy mnie rozbierał i kładł się na mnie chrypiąc mi do ucha:
– wszystko będzie dobrze, zobaczysz, będzie wspaniale.
Odzyskałam przytomność nad ranem. Jeszcze było ciemno. Przemarznięta, naga, na kanapie. Pobiegłam na górę, do pokoju dziewczynek. Nie pamiętałam nawet dlaczego, wiedziałam tylko, że muszę sprawdzić, co z nimi.
Na szczęście spały. Po zlepionych włoskach i osmarkanych noskach, widziałam, że w nocy płakały. W końcu nie przyniosłam im picia przed snem, nie utuliłam jeszcze raz, jak to było w zwyczaju. Dzieci nie lubią zmian rytuałów.
Zeszłam do kuchni i zobaczyłam, że jest sprzątnięta. Naczynia umyte w zmywarce, blaty starte, pochowane do lodówki rzeczy. Zupełnie, jak bym to sama zrobiła wieczorem. Ale nic z niego nie pamiętałam. Wiedziałam tylko, że nigdy wcześniej nie miałam zaników pamięci, że nigdy nie sypiałam na dole, i że muszę sobie coś koniecznie przypomnieć. Do tego jeszcze okazało się, że brama otwarta na oścież, psa trzeba iść znaleźć, i drzwi nie zakluczone… Spałam w otwartym domu? CO SIĘ DO DIABŁA STAŁO?
Pierwsze przebłyski pamięci zaczęły wracać po paru godzinach. Strzępy. Mój umysł się buntował, i  kółko myślałam „to niemożliwe. to zbyt abstrakcyjne, aby było prawdą”. Zamiast zgłosić się po pomoc, ja przekonywałam samą siebie, że chyba to sobie wymyśliłam, „bo to niemożliwe”.

Byłam w szoku.

Wróciłam do normalnego życia, korzystając z daru nie pamiętania zbyt wiele. Nie mogłam sobie pozwolić na nic innego. On zniknął akurat, pewnie dużo czasu zajmowało mu planowanie ślubu.
Nie zgłosiłam sprawy, bo komu? Znudzonemu policjantowi na małym komisariacie, który myślami jest już w domu, po skończonej zmianie?
– „Piła pani?” – wypiłam lampkę białego wina, rozcieńczanego wodą. „czyli piła. I to mając dzieci w domu, czyli wyrodna matka”
– „Było włamanie?” Nie. „A więc wpuściła go pani do domu”
– „Znała go pani? O dobrze znała? A skąd? Były? To gdzie tu gwałt?”
– „Proszę opisać co się stało” Nie pamiętam. Naprawdę nie pamiętam nic, poza tym, że nie mogłam wstać z krzesła, nic po. „Czyli co mam wpisać? Było czy nie było?”
Setki takich scenariuszy podsuwała mi wyobraźnia, a ja, bezwolnie, pozwalałam im wchodzić do mojej głowy, zastanawiając się, jak mogłam być tak głupia, naiwna, nie dać rady obronić siebie i jeszcze narazić na niebezpieczeństwo moje dzieci.
Zamknęłam się w sobie, i w swoim małym pancernym świecie. Zbudowałam psychiczny mur, przywdziałam uśmiech i postanowiłam żyć dalej, szczęśliwa, że „w sumie nic się nie stało”
Przez kilka miesięcy po prostu unikałam ludzi, znajomych, żyłam jak robot. Obowiązki i dom, w którym sprawdzałam każde zamknięcie po kilkanaście razy dziennie.
Aż wróciły kolejne wspomnienia. Poczułam znów tamtą niemoc, tamto przerażenie, łzy spływające bezgłośnie tam, gdzie położył moją głowę. Pękłam.

Zgłosiłam się do psychologa. Jeżeli można to tak nazwać… Dzieci podrzuciłam na parę godzin koleżance i pojechałam do szpitala psychiatrycznego w pobliskim mieście. Usiadłam w holu, i powiedziałam, że nie wyjdę stamtąd, póki ktoś ze mną nie porozmawia, póki mi nie pomoże, bo więcej już sobie sama nie poradzę, i boję się, co jeszcze mi się przypomni.
Terapia nie była łatwa, na szczęście skuteczna. Do dziś została mi już tylko fobia przed paraliżem, byciem bezwolną jak lalka w rękach kogoś, bez władzy nad swoim ciałem. Na samą myśl, aż muszę poruszyć wszystkim co mam. Przez lata jeszcze wracały do mnie kolejne strzępy wspomnień z tamtego wieczoru.
Ale dziś  to już tylko okropne, coraz bardziej rozmywające się wspomnienie. Nie ma to wpływu na moje życie, na obecny związek, na moje życie seksualne, nie mam potrzeby pamiętać tamtych zdarzeń, ani do nich wracać. I umiem o nich mówić bez przerażenia.
Postanowiłam więc je opisać, aby pokazać innym kobietom że:
Po pierwsze – nie ma takich zamków, ani drzwi, za którymi możecie zapomnieć o ostrożności. Bawcie się, nie bójcie się, ale zawsze bądźcie czujne. Przyjaźnijcie się z facetami, jednak ufajcie z rozsądkiem.
Po drugie – jeżeli widzicie dziewczynę, która wyprowadzana jest skądś, i nawet idzie w miarę normalnie, ale nie ma z nią logicznego kontaktu – mogła zostać ofiarą pigułki gwałtu. Ich się nie wynosi! Je się WYPROWADZA. Dziewczynie tak pijanej, aby „nie kontaktowała” plączą się nogi, a i takiej nie wolno zabierać nikomu poza miejsca publiczne ani od jej towarzystwa. Reagujcie.
Po trzecie – można to przeżyć samemu, można zapomnieć, liczyć na swój hardy charakter. Ale nie warto się męczyć. Nie milczcie, szukajcie pomocy u specjalistów, bo w każdym z nas tkwią demony, w każdym z nas tkwią wewnętrzne głosy, które wyniszczają poczuciem winy, nie spełnionym poczuciem obowiązku wobec kontrolowania tego, co dzieje się w naszym świecie. To one niszczą później latami. Nie potrafimy wybaczyć… sobie.
I najważniejsze – co by to nie było, mogło być gorzej. Pamiętaj o tym, i bądź wdzięczna losowi.

Traciłam świadomość w przerażeniu, że to nie ja byłam jego celem, tylko moje dzieci. Nie wiedziałam, czy się obudzę, i w jakiej rzeczywistości się obudzę.
Jeżeli to przeżyłaś, to PRZEŻYŁAŚ. Żyjesz. JUŻ jest dobrze. I to się CHOLERNIE liczy.
Byłam ofiarą. Najpierw ofiarą gwałtu, później własnych myśli i własnego silnego charakteru. Silnego poczucia obowiązku wobec siebie i moich bliskich. Mogłam coś zrobić inaczej? Oczywiście. Tylko, że wtedy nie wiedziałam, że powinnam, i co mogłam. Dziś wiem, że miałam prawo zrobić wszystko, co doprowadziło do tej sytuacji, i nie zrobiłam nic złego. Nic, co dałoby komukolwiek prawo, aby kazać mi doświadczyć tych przeżyć.
Dlatego zaczęłam pomagać. Wykorzystując swój zawód, zaczęłam uczyć, uświadamiać, a wśród projektów samorozwojowych, które prowadzę, powstało również BezpiecznaJa.
Dajemy świadomość, dajemy siłę, dajemy techniki, i dajemy wsparcie, aby każda kobieta, która chce zadbać o siebie i uniknąć podobnych przeżyć, miała na to jak największą szansę. Aby każda, która tego doświadczyła, miała szansę wyjść ze swojego piekła i przestała się bać.

Aby takich historii było coraz mniej.

Nie mamy wpływu, na to, czym zaskoczy nas życie. Ale mamy wpływ na to, jak my na to zareagujemy, co z tym zrobimy i czy się wyzwolimy. Z niebezpiecznej sytuacji, zanim coś się stanie, czy też z niewoli własnego umysłu, aby w końcu żyć tak, jak na to zasługujemy.
Jeżeli masz swoja historię, jesteś w stanie się nią podzielić, przyślij ją do BepiecznaJa. Pokażmy razem, że to nie chodzi o to, że, jak często jest to trywializowane, „ktoś kogoś przeleciał”. Gwałt to cały zespół emocji, też poza samym faktem aktu seksualnego. Traumy doświadczają tak samo osoby, którym udało się uciec, które były pod wpływem środków odurzających i nic nie pamietają, czy bliscy tych, którym nie udało się przeżyć. Gwałt nie kończy się w chwili, w której on skończył. Gwałtu może doświadczyć kobieta, mężczyzna, dziecko. Agresorem może być osoba kompletnie obca, ale i bliska, a nawet najbliższa, jak często zdarza się w rodzinach.
Wiedza, jak go uniknąć, powinna być jedną z podstawowych, przekazywanych już dzieciom, później nastolatkom, i przypominana kobietom dorosłym. Nie ma wieku. Nie ma zasad. Nie ma dwóch jednakowych historii, ale jest wspólny mianownik: można tego uniknąć, można z tego wyjść.
Dominika Cwynar

Related Posts

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

stat4u