Close

Nie będziesz moja, nie będziesz nikogo – Karolina

Pochodzę z Białegostoku. Tu się urodziłam i  tu mieszkam.

Miałam 16 lat kiedy go poznałam. To były Andrzejki. Wysoki, atletyczny, przystojny, czarne oczy, student prawa. Nigdy nie robiłam nic na siłę, nie starałam się zwracać na siebie uwagi ,nie potrzebowałam tego. Zainteresował się mną. Był bardzo grzeczny, zabawny i czarujący. Starszy ode mnie o 5 lat. Spotykałam się z nim półtora roku i nigdy nie zrobił mi nic złego. Nic wbrew mojej woli. Zawsze mnie odprowadzał do domu przed czasem, a dopóki nie skończyłam 18 lat nie pozwalał mi pić alkoholu. Nigdy też nie widziałam żeby on pił. Lubił zdrowy tryb życia, zawsze był zadbany, jak przystało na przyszłego prawnika. Spędzaliśmy ze sobą mnóstwo czasu, niemal każdą wolną chwilę spędzaliśmy razem. Onieśmielała mnie jego inteligencja, ale nigdy nie dostrzegłam w nim niczego złego.

Kiedy skończyłam 18 lat diametralnie się zmienił. Nagle zobaczyłam inną osobę. Stał się natrętny i wymagający, ciągle mnie pytał czy go kocham ,dlaczego skoro go kocham nie chcę się z nim kochać. Ja nie chciałam tego, uważałam że jestem za młoda. Kochałam go ale nie czułam że to ten Jedyny. Tata zawsze mi powtarzał: jak będziesz się szanować to inni też będą cię szanować. Dobrze rozumiałam ten przekaz i może nie mówił wprost ale ja wiedziałam, co chce mi przekazać. Dlatego mogłam już znieść nachalnego zachowania mojego chłopaka. Jak później okazało się byłam jedyną dziewczyną która mu odmówiła.

Rozstaliśmy się. ale on nie mógł się z tym pogodzić. Po pewnym czasie wyszłam z przyjaciółmi do baru. On tam był. Przyszedł i poprosił, że chce tylko porozmawiać. Pamiętam jak powiedziałam do kolegi za dziesięć minut będę, zanim wyszłam. Moi znajomi znali mnie dobrze, wiedzieli że jak mówię dziesięć minut to tak będzie. Poszliśmy na spacer, mówił przez cały czas. Mówił, prosił, ja nie chciałam do niego wracać było to dla mnie definitywnie zakończone. W pewnym momencie zorientowałam się że jest ciemno i nikogo nie ma wokół. Powiedziałam że chcę wracać do przyjaciół, ale kiedy się odwróciłam poczułam jego dłoń na moich ustach. Podniósł mnie i rzucił, próbowałam się bronić ,on był bardzo silny. Nie byłam w stanie czegokolwiek zrobić. Jedną ręką zasłaniał mi usta a drugą włożył pod sukienkę i ściągał mi majtki. Przez cały czas próbowałam jakoś się uwolnić, błagałam go żeby tego nie robił, płakałam.

Przez cały czas płakałam.

Czułam jak łzy spływają, i nagle poczułam jak wszedł we mnie. Czym bardziej się szarpałam tym bardziej był brutalniejszy. Za każdym jego pchnięciem coraz mocniej mnie bolało. Myślałam że nigdy to się nie skończy. Chciałam żeby tylko skończył żeby przestało boleć. Jego oddech, oczy. Jak skończył ,czułam jak zalewam się krwią. Byłam dziewicą. W jednej chwili zabrał mi wszystko. Wstał i zaczął mnie kopać. Przez ułamek sekundy chciałam żeby mnie zabił nie chciałam żyć ,ale instynkt przetrwania kazał mi inaczej. Skuliłam się, zasłoniłam głowę.

Pochylił się nade mną powiedział: JAK NIE BĘDZIESZ MOJA, NIE BĘDZIESZ NIKOGO.

To ostatnie słowa które pamiętam.

Później straciłam przytomność. Zostawił mnie nieprzytomną, zakrwawioną, tam, na ulicy.

Dziękuję Bogu za swoich przyjaciół którzy mnie szukali i w końcu znaleźli.

Pierwszy znalazł mnie mój kolega. Z tego co mówił, byłam półnaga, dławiłam się krwią i przestawałam oddychać. On zawsze trzeźwo myślał, więc pierwsze co zrobił przewrócił mnie na bok po usunięciu krwi z moich ust zaczął mnie reanimować. Do przyjazdu karetki. Powiedział to też w sądzie. Zeznania moich przyjaciół były straszne. Kiedy słuchałam tego, to było straszne.

Obudziłam się w szpitalu, po trzech tygodniach. Trzymano mnie w śpiączce farmakologicznej. Połamane żebra, pęknięta czaszka, obita twarz, liczne sińce i krwiaki na całym ciele. Pamiętam jak się obudziłam. Jak stał nade mną lekarz. Dostałam ataku histerii, wyrwałam wszystkie rurki które we mnie tkwiły. Musieli mnie związać i uspokoić. Kiedy przyjechali rodzice, musieli mnie rozpoznać. Tata dostał ataku szału, czterech policjantów musiało go uspakajać. W końcu była przy mnie tylko mama, bo tata nie mógł patrzeć na mnie w takim stanie. Pomagała mi we wszystkim, myła, próbowała karmić, ale ja nic nie jadłam. Nie byłam w stanie. Pamiętam jak przyszedł lekarz i powiedział mamie jak nie będę jadła, i nie przytyje, nie wyjdę ze szpitala. Jadłam na siłę, chciałam tylko wrócić do domu. Powrót był straszny. Sąsiedzi. Każdy wiedział, ale w domu czułam się bezpiecznie. Tylko wieczory były straszne. Nocne koszmary. Budziłam się z krzykiem cała mokra od potu. Płakałam. Cały czas płakałam. Zawsze była przy mnie mama. Miałam zespół stresu pourazowego. W jednej chwili płakałam a za chwilę dostawałam ataków paniki. Po tej napaści, po gwałcie, wytworzyły się u mnie zaburzenia obsesyjno-kompulsywne, natręctwa myślowe, cały czas o tym myślałam analizowałam i nie mogłam przestać. Myłam kilka razy dziennie. Chciałam to z siebie zmyć. Jego zapach czułam przez cały czas.

Czasami słyszałam płacz mamy zza ściany, kiedy nie mogłam usnąć.

Pewnego wieczoru słyszałam jak rodzice mocno się kłócą. Rano mama powiedziała że muszę zostać sama ale niedługo wróci.

Wtedy pierwszy raz próbowałam odebrać sobie życie.
Wzięłam garść leków psychotropowych. Znalazł mnie brat. Później cały ten koszmar związany z zeznaniami, policja, prokurator, sąd. Nie chciałam współpracować z policją ,prokuratorem nic nie mówiłam, nie rozmawiałam z nikim. Bałam się. Wstyd, upokorzenie, złość ,nienawiść – to sięgało zenitu. Przyszedł młody policjant z policjantką widziałam jak ona patrzy na mnie, jak prawie płacze. Była bardzo młoda. To ten policjant mnie przekonał do zeznań. Coś było w nim że się go nie bałam i zaufałam mu. Zeznania w obecności policji, prokuratora – był koszmarem. Musiałam wszystko powiedzieć ze szczegółami. Opowiedzieć wszystko co nas łączyło, kiedy się poznaliśmy, wszystko co mi w tamtej chwili zrobił.

Koszmar.

Pamiętam pytania prokuratora: czy ty chciałaś tego, może było inaczej, może twój ubiór, makijaż, może specjalnie go prowokowałaś. Nie odpowiedziałam, nie wiedziałam jak mam się bronić! Byłam tak skołowana. Moja psycholog zwróciła mu uwagę. Później już nie pytał. W tamtej chwili już wiedziałam, że to sprawka rodziców M. Jego rodzice, prawnicy, wysoko siedzieli na stołkach. Sprawa w sądzie była koszmarem. Siedział tam i patrzył na mnie. Czułam jak na mnie patrzy. Nie mogłam tego znieść. Rodzice dobrze go przygotowali do zeznań, na każde pytanie miał sensowną odpowiedź. Jego zeznania były tak poukładane że aż nie wiarygodne. Nie mogłam uwierzyć że to się dzieje. Że ma odpowiedź na każde pytanie, jak by pytania znał i wiedział co ma mówić. Mnie potraktowali jak prowokatorkę, jak kogoś złego, jak by to była moja wina. Jak bym tego chciała. Z niego zrobili ofiarę. Działanie w afekcie, silne emocje po mojej prowokacji. Byłam dla sądu niestosownie ubrana. I makijaż. To że młoda kobieta lubi sukienki, szpilki i makijaż, to nie znaczy że jest prowokatorką! Ma prawo ubierać się jak chce! Ma do tego prawo! Sprawa toczyła się przy drzwiach zamkniętych, nikt nie mógł się o tym dowiedzieć, po cichu i szybko. Sprawę zamknęli bardzo szybko dzięki jego rodzicom. Bezduszna, zimna, wyrachowana kobieta – taka była jego matka. Władcza i nieprzyjemna, zawsze miałam do niej dystans, wręcz bałam się jej.

Wyrok w zawieszeniu był dla mnie jak uznanie że to moja wina.

Po jakimś czasie dowiedziałam się że wyjechał za granicę, a akta zniknęły. Nie ma. Nie było przestępstwa. Nie było sprawy. Nic się nie wydarzyło. Może gdybym nie zerwała z nim, może to mój ubiór makijaż – poczucie winy jest straszne. Jakiś czas później dowiedziałam się że ma córkę. Życzyłam, pragnęłam tego z całego serca, czułam do niego nienawiść i obrzydzenie, ogarniała mnie złość – żeby ją to spotkało, żeby on bał się o nią, żeby ktoś ją potraktował jeszcze gorzej niż mnie. Myślałam „ta sama krew”. Przez cały czas pamiętam ból, jego słowa, oddech, czarne oczy pełne nienawiści….

Pierwsze święta Bożego Narodzenia był straszne. Cisza. Martwa cisza. Przez cały czas myślałam że mój tata wini mnie o to, że uważa że to moja wina. Nie mogłam na niego patrzeć. Ale jak postanowiłam przestać brać leki to nie mogłam zasnąć. Leżałam w łóżku gapiąc się w sufit. Wtedy wszedł tata. Myślał że śpię. Usiadł przy łóżku i zaczął płakać. Powiedziałam że nie śpię i zaczęłam płakać z nim. Okazało się że przychodził co noc do mnie i płakał. Obwiniał się za to, że go nie było przymnie, Że pozwolił mi wyjść. Dopiero wtedy zrozumiałam że nie obwinia mnie za to co się stało.
Psycholog była wspaniała na początku nie chciałam z nią rozmawiać. Tylko siedziałam, nie mówiłam nic, dopiero po jakimś czasie powoli zaczęłam się otwierać.

Po świętach postanowiłam wrócić do szkoły. Wszyscy mówili, że to za wcześnie, ale ja czułam że muszę. Nie patrzyłam na ludzi, jak by ich nie było. Robiłam swoje. Przed tym co się stał byłam jedną z najlepszych uczennic w szkole, moim celem i marzeniem była Mensa, studia, politologia i historia w Warszawie. Miałam bardzo duże szanse i odpowiednie wyniki.
Pamiętam kiedy znów postanowiłam przeczytać książkę, i okazało się że nie czytam jak dawniej, tylko próbuję składać tekst, jak dziecko. Błędy które robiłam pisząc, były straszne. Nie umiałam napisać prostego wypracowania, opowiadania, nie umiałam tego poskładać, brakowało wyrazów w mojej głowie. Kolejny raz upadłam na kolana. Załamałam się bo wiedziałam że nie spełnię swoich marzeń. Pamiętałam każdą chwilę, każdą sekundę tego, co on mi robił ,a nie mogłam przypomnieć sobie dzieciństwa, czy rozumieć prostych słów. Do dziś nie pamiętam wielu rzeczy, i udaję przed rodziną, że pamiętam. „Tak, tak było” taka zawsze jest moja odpowiedz. Matura była porażką. Czwórki i trójki nie były dla mnie niczym wspaniałym.

Później było tylko gorzej.

Miałam dojścia do narkotyków i zaczęłam ćpać. Brałam amfetaminę, ekstazę, ćpałam i zapominałam. Nie myślałam racjonalnie. Nie chciałam myśleć, myślenie mnie bolało. Któregoś razu wróciłam do domu tak naćpana że ledwo stałam na nogach. Moi rodzice byli załamani. Kolejny raz ich rozczarowałam. Ale nigdy nie słyszałam od nich nic złego w moim kierunku. Tata z moim kolegą zawieźli mnie do ośrodka dla narkomanów. Nie wzięłam już później żadnego narkotyku. Nie chciałam tak skończyć.

Wracałam jakoś do normalności. Nie poddałam się. Jestem. To co się wydarzyło, w domu rodzinnym jest tematem Tabu. Nie do ruszenia. Nie można o tym mówić. Rzadko o tym z kimś o tym rozmawiam ,nikt nie chce do tego wracać. Jak zaczynam temat słyszę „daj spokój ,przestań użalać się nad sobą”, a jednak czasem potrzebuję rozmowy i zrozumienia.

W czerwcu tego roku spotkałam go. Stanęłam z nim twarzą w twarz. Stał tak blisko że czułam jego oddech. Złapał mnie za szyję i przycisnął do ściany. Poczułam silne uderzenie w twarz. Nie pamiętam nic. Na szczęście byłam z koleżankami, które mi pomogły. Gdyby nie one… Nie pamiętam co do mnie mówił, dostałam ataku paniki. Ocknęłam się u koleżanki w domu. Nie zgłosiłam napaści na policję, bo bałam się że on pozna moje nowe dane. Dopóki nie zna mojego nazwiska dopóty będę czuła się bezpiecznie. Wściekłość mojego męża i kolegów była straszna. Krzyczeli na mnie. Chcieli go znaleźć i sami wymierzyć karę. Ja tego nie chcę. Nie chcę niszczyć sobie, czy komuś życia. Gdyby go złapali i zabili, kara byłaby dla nas a nie dla niego. Znów przeszłam załamanie nerwowe. Ale szybko się podniosłam dzięki mojemu mężowi. Zobaczyłam wtedy ile jest w stanie dla mnie zrobić ,i poświęcić. Był przez cały czas przy mnie. Wiem jedno, że za każdym razem kiedy ON będzie w Polsce będę odczuwać strach.  Czasem miewam koszmary, bezsenne noce, zawsze będę czuła jego zapach, czuję to codziennie.
Jeden człowiek potrafi zniszczyć wszystko. Zamazać całą rzeczywistość. Krucha jest lina naszego życia. Nie należy się poddawać i trzeba walczyć. Walczyć o siebie i o to w co wierzymy. Mój silny charakter i moja osobowość ,którą odziedziczyłam po tacie ,pozwoliła mi przetrwać, bo nawet jeśli mamy wspaniałych ludzi obok siebie, to bez siły która tkwi w nas nie jesteśmy w stanie nic zrobić. Wszystko zależy od nas samych. Jak potoczy się później nasz los. Ja przeżyłam, ale walka o normalność ciągle trwa i nigdy się nie poddam. Zawsze będę walczyć.

Moje przeżycia są straszne, ale jak znów upadnę to się podniosę.

Bo kocham życie.

Chciałabym podziękować moim rodzicom, mojemu mężowi, przyjaciołom i pani psycholog która jest przy mnie. Bez nich nie byłoby mnie może, tego nie dowiem się nigdy… Od jakiegoś czasu chodzę też do dietetyka, która też mi pomogła w zaburzeniach odżywiania. Wniosła wiele w moje życie. Chcę też podziękować dla pani dietetyk za to że znosi mnie, bo bardzo mi pomaga.

Related Posts

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

stat4u