Close

#metoo

Pierwszy raz spotkałam się z molestowaniem, kiedy miałam lat zbyt mało, by rozumieć że dzieje się coś złego. Wtedy wyłącznie czułam umysłem dziecka, że jest to sytuacja i podejście do ciała, nagości i dotykania, z którymi nie spotykałam się w domu. Od dorosłych usłyszałam, że „wydawało mi się” i jestem tylko głupim dzieckiem, oskarżającym kogoś szanowanego. Nie oskarżałam – opowiadałam. Nawet nie znałam wcześniej słowa „oskarżanie”. Instynktownie stałam się Piekielnym Dzieckiem, które wstyd było zabierać do tych jednych znajomych. 

Później był kolega starszego brata, który na klatce schodowej groził mi wyrzuceniem przez barierki jeśli będę krzyczeć. Byłam na początku podstawówki, filigranowa, zdyscyplinowana, cicha, z książką pod pachą. Wiecie, z tych, co czytają „Krzyżaków” w wieku 8 lat, a później łapią „Komu bije dzwon”. On był ogromny. Nastolatek z nadwagą i siłą. Podniósł mnie i przewiesił przez barierkę głową na zewnątrz. Zdjął mi spodnie ku uciesze otaczających go kolegów i dotykał. Wrzeszczałam jak opętana bo mój lęk wysokości wygrał ze strachem przed nim i jego groźbą. Wtedy przybiegł mi z pomocą brat, ale od tamtej pory drzwi mieszkania tamtego chłopaka mijałam biegiem i słuchając, czy klamka się nie przekręca.

Moja pierwsza randka z chłopakiem, o którego wzdychały moje koleżanki skończyła się walką, i dwoma godzinami w gorącej wannie, aby przestać czuć jego dotyk. Czułam go długo jeszcze po tym, jak zeszły sińce z moich nadgarstków i szczęki. „przecież wiedziałaś po co chodzi się na randki”. Nie. Nie wiedziałam, że chodzi się na randki po to, aby na pierwszej uprawiać seks z chłopakiem, którego wcześniej znałam tylko ze szkolnego korytarza. Byłam młoda, naiwna, sądziłam, że na randki chodzi się, aby się poznać lepiej, i zobaczyć, czy chcemy zostać parą.

Był też konkubent pierwszej szefowej.
Zgadnijcie: kto wyleciał z pracy z hukiem i groźbami, kiedy na zapleczu punktu, gdzie pracowałam rozległ się odgłos siarczystego „liścia” i hasło „nie! odwal się!”? W sumie i tak bym odeszła sama.

Stamtąd trafiłam za mój pierwszy bar. Takie to były czasy, że kiedy ciemnoskóry znajomy chciał mnie odprowadzić na pociąg, skończyło się uciekaniem przed trzema takimi, co uznali, że jestem zdrajczynią rasy, i „należy mi pokazać komu biała kobieta daje”. Na Świdnickiej, we Wrocławiu, była kostka brukowa. Strasznie śliska, bo padało. Daleko stamtąd jest na Główny, szczególnie, kiedy biegnie się po nocce, w lakierkach.

Trywialnie określając, inną „drobnicę”, z którą radziłam sobie na bieżąco – szkoda wymieniać.
I nie, nie jestem „przewrażliwiona”, bo wiem, czym różni się przewrażliwienie od złapania dłoni i położenia na swoim kroczu. Zmacałam tak wiele kroczy, których macać nie chciałam. W klubach, w autobusie, na imprezie integracyjnej…
Jak to kiedyś określił mój przyjaciel „nie wyglądasz na łatwą, więc kolesie zakładają, że odpowiedź będzie nie, i wku*wia ich to. Więc chcą chociaż ci udowodnić, że mają gdzieś twoją [niewypowiedzianą – przyp] odmowę. Ile się da. Bo co im zrobisz? Najwyżej pysk obijesz, jeżeli okaże się, że coś trenujesz”
Nauczyłam się więc być ostrożna i jasna w komunikatach.
A jednak znalazł się ktoś, kto z góry zaplanował co zrobi, kiedy zrobi, gdzie i jak, abym nie protestowała, ani nie uciekła. I nie mówię tu o uwodzeniu, tylko o pigułce gwałtu dodanej do mojej szklanki. W moim domu…

Na szczęście, to były jednostki na tysiące fantastycznych facetów, których spotkałam w swoim życiu. Wielu mężczyzn jest moimi przyjaciółmi, przeżyłam wiele cudownych randek, bawiłam się w ich towarzystwie, wiedząc, że mogę wszystko, a oni jeszcze mnie obronią. Ci, którzy nie próbowali, normalnie przyjmowali odmowy, lub walczyli o mnie i możliwość cieszenia się byciem ze mną. Szanowali moje wybory, prawa, ciało i mnie.
Ale jednak, ze smutkiem, muszę stwierdzić: wśród tysięcy normalnych facetów są też tacy, którzy uważają, że mogą co chcą, bo chcą, a społeczeństwo milczy.
Jeżeli sądzisz, że bycie molestowaną to wymysł dewotek, to pomyśl, czy tak samo określiłbyś to, gdyby w taki sposób ktoś dotknął twojej córki, wbrew jej woli. Gdyby twoja narzeczona usłyszała w pracy dźwięk rozpinanego rozporka z komentarzem „pokażę ci coś, jak to będzie zadowolone, to dostaniesz tę podwyżkę”. Gdyby o twoją matkę lub siostrę ocierały się w bramie jej bloku miejscowe pijaczki, śmiejąc się, że „to będzie miły wieczór, bo lalka jeszcze zakupy przyniosła na zagrychę” [wszystkie teksty zacytowane za zgodą ich ofiar]

Postanowiłam wziąć w pełni udział w ogólnoświatowej akcji #metoo, i wpisać swoją historię. Żeby pokazać, że to nie tylko gwałt, czy, z drugiego końca skali, dowcipy. Bo mam dwie córki. Skóra mi cierpnie na myśl, że sam fakt bycia kobietami będzie stanowił dla nich ryzyko takich sytuacji, a społeczeństwo powie „przecież to zjawisko nie istnieje. nie znam kobiet molestowanych, a skoro nie znam to oznacza, że zjawisko nie jest powszechne, a więc ofiara zawiniła pewnie w jakiś sposób” [też autentyk]
Bo chcę, abyście wiedziały, że to nie z wami jest „coś nie tak”.  Tylko z faktem, że kiedy potrąci nas na przejściu samochód, to wszyscy nam współczują, obwiniają kierowcę i otaczają nas opieką, a kiedy ktoś wsadzi rękę pod spódnicę kobiety, to spódnica jest winna, a więc zawiniła kobieta, zakładając spódnicę. Tak być nie może. Spódnice nie gwałcą.
Dziewczyny, #metoo #jateż

Trzymajcie się. Uświadamiajmy.
#countus #seeus
D.

Related Posts

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

stat4u